Marzenia nie umierają…
18 Jun 2009 o 00:24
Dawno temu i nie prawda, napisałem n.t. mojego marzenia (w sumie przypomniało mi się o nim, po małej dyskusji na flakerze). Popatrzmy na to z perspektywy ~1.5 roku. Android wcale nie zaczął dyktować standardów, iPhone jest w “nowej” wersji (cudzysłów dodany w.g. mojego “widzimisie” i nie mam zamiaru na ten temat dyskutować), na arenę doszedł Palm (czy tylko ja myślałem, że on już nie istnieje?) z Pre. Pokładam wielkie nadzieje w Pre - pewnie ze względu na pisanie w JS, które bardziej mi odpowiada niż ObjC (no, bo na ile sposobów można zapisać wartość “prawda” boolean? “true”, “True”, “TRUE”? Okazuje się, że jeszcze pozostało “YES”). Powstał Titanium z Titanium Mobile, ale powraca do partyzanckiego stylu pisania aplikacji (”-Masz TextMate? -Tak -No to styka”). Niestety, to nadal nie jest moja idea.
Wiem, że 1.5 roku to mało. Niestety patrząc z perspektywy czasu (większego niż te 1.5), czuję, że chodzimy w kółko. Wymyślamy nowe “rewolucyjne” narzędzia, języki i frameworki, które mają nam pomóc tworzyć aplikacje, aby potem o nich zapomnieć i zaczynać od nowa. Mówię o Ruby i RoR, Pythonie i Django (to akurat lubię), ActionScript i Flex/AIR, ObjC i Cocoa, JS+Python/Ruby i Titanium, JS w Palm Pre, Java w Androidzie, Silverlight, Delphi for PHP i nowej wersji Coda (i zupa też była za słona). Fajnie, powiedzmy, że jestem wymiataczem w Pythonie (którym nie jestem). I tak “my kung-fu is not enough”. Muszę nauczyć się frameworka, sposobu pisania i dobrych praktyk. Tak za każdym razem! Wiem, że trzeba iść z duchem postępu, ale jeśli ten duch nas źle prowadzi?
Pisałem w wielu językach/frameworkach. Niektóre były łatwe i przyjemne (Flex, Django), więc przy nich zostałem. Wiem, nie jestem prawdziwym programistą, bo chcę iść prostszą drogą niż używanie motyli do kodzenia. Nie lubię emacs i vi, używam mcedit. Kupiłem MacBooka dla MacOS X, bo jest łatwiejszy w obsłudze. Wolę prawdziwe IDE zamiast TextMate. Wysyłam PIT przez internet, bo nie chce mi się iść na pocztę i stać w kolejce… KURWA czy tylko ja pamiętam teksty z Bajtka o tym jak komputery mają uprościć nasze życie? Czy tylko ja po przeczytaniu słowa “rewolucyjny” przechodzę do następnej pozycji w RSS? Czy tylko ja zamiast spędzać czas z prawdziwymi ludźmi, siedzę po nocach czytając dokumentację kolejnego frameworka? Marzenia nie umierają, ale często przygasają to tego stopnia, że o nich zapominamy i dalej żyjemy szarą teraźniejszością. Ech… miało być pięknie, a wyszło jak zwykle…







Ponad 5 miesięcy minęło od ostatniego posta. Niestety ostatnio mam mało czasu a i tematu żadnego ciekawego nie znalazłem. Samo blogowanie w dobie Twittera, jest już mniej atrakcyjne. Praktycznie 

Na Stancji – ten projekt czekał od września zeszłego roku (tj. od momentu mojej przeprowadzki do ‘komuny’ trzyosobowej). Chodzi o proste zarządzanie budżetem (’zrobiłem wspólne zakupy a teraz oddajcie mi siano’), harmonogramem (’dzisiaj Ty myjesz kible’) oraz zadaniami (’trzeba kupić papier toaletowy’). Prosty system dla studentów i wszelakich osób mieszkających w wspólnym domu. Jak na razie ustaliłem sobie deadline: koniec maja. Zobaczymy czy się wyrobię. Dam znać.
MicroNessy – wszyscy zadają mi pytania, co się z nią stało (Nessy to ona). Cóż, najpierw muszę pokończyć bardziej zaległe projekty, a potem przyjdzie czas i na nią. Może za miesiąc, dwa lub jak przejdę na emeryturę i będę się wylegiwał na Hawajach, otoczony przez grupę pięknych kobiet podających mi drinki. Ew. skończy jak oryginalna Nessy: ‘parę osób ją kiedyś widziało ale dowodów nie ma’.